Strach nocy letniej

I znów jest wiosna. Patrząc wokół widać, jak wraz ze zmianą pór roku zmienia się świat dookoła mnie. Coś nowego rozkwita każdego dnia. Życie – ono też nabiera większego tempa. Zaludniły się parki, ogrody, ulice, puby, knajpki, restauracje, bary, ogródki letnie. Coraz intensywniej dostrzegam tętniące życie. Zarówno to dzienne jak i… nocne. Z ciszy i marazmu okresu jesienno-zimowego przeszliśmy w dynamiczny czas wiosny.
A za moment – pora przez wielu tak bardzo wyczekiwana. Kojarząca się z odpoczynkiem, relaksem, świetną zabawą. Nadejdzie, gdy przesuwająca się teraźniejszość wejdzie w porę lata. Przejście – to swego rodzaju rodzaj przesilenia. Ma wyznaczniki. Należą do nich: świętowanie najkrótszej nocy w roku – nocy świętojańskiej.

Kilkanaście lat temu dane mi było tego doświadczyć będąc w Hiszpanii. Nie spodziewałem się tak intensywnych doznań, dla mnie zbyt…

Wyobraźcie sobie: noc pełna fajerwerków. Niebo co chwila rozbłyskujące girlandą barw. Powietrze wokół przesiąknięte atmosferą wielu imprez, tańców, nie kończącą się zabawą. Wszędzie tłumnie, gwarno, wesoło.

Wspominając tamten czas mam wrażenie, że moje życie toczyło i toczy się niejako pod prąd. Czemu?

Bo nie lubię:

  • lata, a wraz z nim tłumów, hałasów, ścisku, korków, zbyt wielu ludzi poruszających się w polach: widzenia i dotyku,
  • odgłosów szczekania psów (pozostawianych samopas na całe dnie), wydobywających się przez letnie otwarte jakże szeroko okna,
  • wrzasków, hałasów, głośnych wywodów oraz rozmów, szczególnie nad ranem, gdy zadowoleni z siebie przedstawiciele gatunku homo sapiens wracają z imprez,
  • basów wydobywających się ze znakomitych głośników w rytmie fenomenalnej muzyki, czując jak wibruje podłoga pode mną, konstrukcja bloku lub duże patio, które działa jak pudło rezonansowe – wzmacniając skutecznie owe dźwięki,
  • odgłosów wiosny, które to kreowane przez kakofonię gatunków ptaków mają w zwyczaju o brzasku sygnalizować narodziny nowego dnia (nie wspominając o nocnych śpiewakach),
  • szumu miejskiego, który wdziera się przez każdą niedomkniętą szczelinę mego trzyszybowego okna, a wychodząc z domu przytłacza me myśli i odczucia,
  • niedomytych ludzi w środkach komunikacji miejskiej, odstręczają mnie też spotykane tam osoby kąpiące się w wannach pełnych wód kolońskich, toaletowych czy spryskujących się hektolitrami perfum,
  • sąsiada, który w każdy weekend funduje mi w gratisie dym o aromacie śmierdzącego spalonego tłuszczu, wytopionego przez żar grilla,
  • i jeszcze… nie lubię tego silnego, doświadczanego na skórze letniego słońca, które wraz z wiatrem porusza milionami różnokolorowych oraz różnorozmiarowych liści na drzewach…

Wtedy właśnie pojawiają się we mnie przemożne pragnienia, aby uciec, zapaść się, zniknąć, teleportować się do oazy większej ciszy i takiegoż poziomu spokoju.

Niestety, pomimo (uwierzcie mi) wielu zabiegów i starań w tym zakresie, jeszcze dotąd nie udało mi się to.

Czy wiecie, że skóra jest największym organem człowieka? Badacze zbadali wiele, a także i to: wymierzyli, że u dorosłego może mieć nawet dwa metry kwadratowe. Jej grubość wynosi najczęściej od jednego do czterech milimetrów. Jest tarczą, która chroni nasz organizm przed wieloma czynnikami środowiska zewnętrznego. Myślę tu o ochronie przed temperaturą, obrażeniami mechanicznymi, substancjami chemicznymi i patogenami. Skóra, jej elementy służą także do przekazywania bodźców, odczuć, doznań do układu nerwowego. Skóra pozwala również na określenie (za pomocą układu nerwowego) ułożenia ciała w przestrzeni – jest to tzw czucie proprioceptywne.
Zapewne nie jeden raz doświadczaliście urazu skóry. Małe zadrapania, drzazgi, zdarcia, obtarcia naskórka. Co wtedy dzieje się z nami, gdy doświadczymy znacznego uszkodzenia? Bodźce czuciowe odbieramy jako mocniejsze i wyrazistsze. Próba dotknięcia miejsca urazu albo odkażenie zranionego miejsca? Dziękuję, raczej unikam tego. Czemu? Bo wiem, że będzie to bardzo bolesne. Tego typu stany i reakcje są podobne do sposobów reagowania systemu nerwowego u WWO. Wyjątkowo intensywne, niejednokrotnie wywołujące ból i cierpienie.
Zdarty naskórek – tę metaforę bardzo pasuje do WWO. Czemu? Bo uzmysławia, jak wyjątkowo mocno reaguje układ nerwowy. I to w zakresie wszystkich modalności: wzroku, słuchu, węchu, smaku, dotyku czy kinestetyki.

Behawioryści mogą użyć stwierdzenia: jak nie kijem go – to pałką.
Co zatem w możliwe jest w zamian, jak mogę obniżyć poziom doznań?
W zamian za to korzystam z: urządzeń oraz postaw osłabiających dopływ doznań. Można do nich zaliczyć: stopery, zasłonki – zakrywki na oczy, wzmiankowane powyżej okna trzyszybowe, silne okulary przeciwsłoneczne, ustalanie godzin pracy czy przemieszczania się (w miarę możliwości, hmm czasem ulegam światu…) poza godzinami szczytu, korzystanie z rolet, zasłon zmniejszających ilość docierającego do mieszkania światła, spędzanie wakacji poza okresem najczęściej wybieranym na odpoczynek, własne playlisty oraz wiele innych (pewnie też je macie i skutecznie korzystacie z nich).
Miejsca wypoczynku dobieram według zasady: muszą być dla mnie oazą ciszy i wytchnienia. Jest to przestrzeń, w której delektuję się tym stanem, mogę być najbliżej przyrody, która tak mocno mnie fascynuje i uspokaja.

Kiedyś pytałem siebie: co z tobą, kim jesteś, chory jakiś, czemu tak masz?
Dziś – już wiem! Wszystko to dzięki lub z powodu albo za przyczyną (po wielu latach zmagań, obecnie zaakceptowanej) hiperestezji, czyli nadwrażliwości na bodźce docierające do mnie za pomocą moich nadwydajnych zmysłów…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *