Dwie Sąsiadki

Z klatki na której mieszkam odeszły. W odstępie kilkunastu dni. Wygląda na to, że były w zmowie. Swoistej i niezrozumiałej – zmowie śmierci… Z Covid-19…

Żyły piętro wyżej. Zazdrościłem im tego, a konkretnie ich szerszego widoku na świat. A teraz to wszystko zdaje się bez znaczenia.

To co osiągnęły, czego dokonały, co zrobiły, powiedziały, czego się nauczyły, co ugotowały, posprzątały, uprały, a także to, czego nie zrobiły stało się z godziną ich śmierci zamkniętą księgą. Dokonało się. Nikt nic już do tego nie doda, nie uzupełni, ani nie dopisze. Pozostaną we wspomnieniach wielu lat spotkań, rozmów na klatce, pomocy w codziennych życiowych troskach.

Karetki, które podjeżdżały pod klatkę dawały nadzieję. Kosmiczne postacie przenosiły mnie w inny wymiar. Przechodząc klatką ich spotkanie i obecność sprawiało wrażenie życia na innej planecie.
I jeszcze to, co pojawia się we wspomnieniach, to co dane mi było usłyszeć, doświadczyć będąc mimowolnym świadkiem i słuchaczem wracającym wieczorem do swego mieszkania. Życzenia od medyków, którzy pomagali i nadzieja, która niosła się wraz z tym po klatce schodowej. Te życzenia, serdeczne, ciepłe, tak w tym momencie potrzebne… Jakże mocno zapadły mi w pamięć. A później informacje od Waszych mężów: że gdzieś tam w daleko w szpitalach walczycie, a później – ze One odeszły… Wiem, że walczyły. Do samego końca. Patrząc jako sąsiad z dołu mogę powiedzieć, że moim zdaniem miały dla kogo i po co żyć.

A teraz co? Właśnie uświadamiam sobie, że przygotowując wieczorną herbatę czy coś na kolację już nigdy w piątkowy wieczór nie powiem do mej żony czegoś takiego, co odeszło do przeszłości… Cóż to było? Odgłosy, skrawki brzmień, które przenikając przez otwarte okna (lub przenoszone przez przez strop kuchni) docierały do mnie. Jak brzmiały? Jawiły się niczym odgłosy pobicia nie tylko jednej sztuki mięsa na schabowe. Smutno mi, że nie wyduszę już z siebie:
– Ocho, Ewa jak zwykle tłucze kotlety na obiad weekendowy. Tak właśnie rodzi się zwykła, ludzka codzienna historia…

Nie usłyszę Ewo więcej, jak się spierasz z mężem. Brak mi będzie emocjonalnie podniesionego głosu, dynamiki sporów. Gdy pracowałem zdalnie przez strop podsłuchałem kiedyś Ciebie. Też pracowałaś w ten sposób… Dopiero teraz mogę się do tego przyznać. Słyszałem jak w najmłodszych klasach podstawówki prowadzisz lekcje wychowania fizycznego i prowadzisz zajęcia. To było takie urocze…

Na klatce nie spotkam też wieczornej zapracowanej Małgosi, która z mozołem wtaszczała torby pełne zakupów na trzecie piętro bloku bez windy. Często po spędzeniu wielu godzina ze swą chorą matką… Nie spotkam Ciebie, gdy wraz ze swym mężem razem w weekendy wybieracie się na ryby lub na ulubioną działkę, by tam regenerować siły po trudach tygodnia.

Można by przywoływać wiele wspomnień. Tyle lat… Na klatce, która ma osiem mieszkań należeliśmy do pionierów i stałych mieszkańców. Inni – po kilku latach poszli gdzieś dalej, jeszcze inni z sąsiadów sprzedali mieszkania, w których teraz spotkać można zmieniające się twarze, co chwila innych osób.
Nasza klatka ma swą historię. A w niej dobre i złe chwile. Dziś nie wiedząc czemu moja pamięć wraca do trudnych momentów. A wśród nich chyba to, co było najcięższe: pożar bloku, zalanie i zniszczenie mieszkań, przymusowa ewakuacja, niepewność, czy nadzór budowlany pozwoli na ponowne zasiedlenie bloku, czy będzie on do wyburzenia. Oczekiwanie, kiedy i czy można będzie wrócić. I zacząć na nowo. Byliśmy w tym, przetrwaliśmy wiele: niezbędne dekontaminacje, wielodniowe osuszanie, ozonowanie, ekspertyzy, remonty. To i wiele innych wspomnień zasłania teraz pustka wraz z dokuczliwą ciszą.

Spotykam Waszych bliskich. Są jakże inni od tych sprzed kilku tygodni. Na ich twarzach, w ich gestach widać piętno ogromnej straty. Dostrzegam ból i cierpienie. W tym towarzyszy mi myśl: jak potoczy się ich życie?

To, co na pewno może się jeszcze wydarzyć, to nieunikniony i nieubłagany upływ czasu. Tego cholernego czasu który wszystkie te wspomnienia i chwile będzie sukcesywnie zacierał.
Tylko czy będzie w stanie zatrzeć pustkę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *