Na dziś i nadchodzące dni… Kwarantanna od dotychczasowego życia…

Wiele państw zbroi się wprowadza do arsenałów nowe bronie. A tu nagle, nie wiadomo skąd pojawił się on. Niewidoczny dla oczu, a rozpoznawalny po objawach… Bardzo demokratyczny. Spotyka się z kim chce i na jakich zasadach chce. Weryfikuje przekonania osób. Dotyka głębi egzystencji. Nie straszne są dla niego granice, różnice kulturowe, ekonomiczne…

Myślę o tym gdzie dziś jestem. Zastanawiam się nad własną pychą i zadufaniem. W mojej głowie pojawiło się przekonanie, że wiele spraw, zdarzeń tych złych, trudnych i nieprzyjemnych znajduje się poza mną, przez najbliższy czas nie wydarzy się… Gdy pojawił się on, ten świat, świat uporządkowania, przewidywalności zaczął się chwiać. Dla mnie jest to spotkanie się z własną słabością, kruchością, niedoskonałością oraz z tym, jak w gruncie rzeczy niewiele może zależeć ode mnie. Choć chyba jednak coś może?…
Jest we mnie dużo obaw, niepokoju o najbliższych, o to jak rozwinie i zakończy się sytuacja. Obawiam się, czy jako społeczeństwo sprostamy stawianym przez sytuację wymaganiom. Jedno wiem, na pewno trzeba w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek! Unikać niepotrzebnych strachów czy lęków, starać się trzymać z dala od paniki. Jak to zrobić? Jak przetrwać czas zarazy, a może własnej kwarantanny? Nie koniecznie tej stricte medycznej.
Może jest to czas koncentracji się na porządkowaniu własnego ogródka. Czas zadbania o optymalny poziom wypoczynku – pomimo trudnych, napływających zewsząd informacji. Okres poszukiwań korzystnych, pozytywnych, budujących sygnały, przekazów. To trochę brzmi tak jakby powiedzieć, że po burzy kiedyś wychodzi słońce… To co wydaje się też ważne w tym momencie, to dać sobie przestrzeń i pozwolić na zmianę wewnętrznego oprogramowania, na dostosowanie się do bieżącej sytuacji i tego, co otacza oraz spotyka mnie na „tu i teraz”. W ludzkich głowach ten proces trochę czasu zazwyczaj trwa… A to co jest dookoła wyprowadza niewątpliwie ze strefy komfortu. Jest to zarówno trudne jak i nieprzyjemne. Przychodzą mi na myśl zasady podejścia skoncentrowanego na rozwiązaniach: należy robić to, co działa, co się sprawdza, a każda mała zmiana uruchamia kolejną. I jeszcze jedno: trzeba pamiętać, że żyjemy w świecie, w którym stałe są tylko zmiany.
A gdy już poukładam sobie to wszystko w głowie, kiedy już ten etap będę miał za sobą – znajdę się w takim miejscu, w którym będę mógł o sobie powiedzieć: zaadaptowałem się się do nowej rzeczywistości i przetrwałem, czego Wam i sobie życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *