Żyrafa i zebra

1.

Afryka dzika. Sawanna. Znasz to pewnie. Jeśli nie z autopsji, to z filmów przyrodniczych. Siedzisz przed telewizorem, z którego słyszysz głos lektora: sawanna – zróżnicowany gatunkowo obszar podzwrotnikowy. Występuje to wiele gatunków zwierząt i roślin.

W tym samym czasie na ekranie przebiega stado antylop, gdzieś wśród wysokich traw czai się lew polując na coś do zjedzenia. W tle widać zarysy wysokich drzew. Kamera zmienia ujęcie. W przesuwającym się kadrze pojawia się żyrafa, która majestatycznie objada listki z koron drzew. Kolejne ujęcie – tym razem w planie ogólnym: w koronach – żyrafy, a na poziomie ich nóg – stada biegnących zebr. Ot, afrykański obrazek.

2.

Spotkały się na sawannie. W dość niespodziewanych okolicznościach. Żyrafa z iście stoickim spokojem skubała listki , które miała na wysokości wzroku, tuż na wyciągnięcie pyszczka. Pomału odgryzała kolejne, delektując się widokiem okolicy. A było na co patrzeć. Z trzech stron pasmo gór otaczających sawannę. Słońce bawiło się w chowanego z chmurami. Raz pojawiało się, by po chwili zniknąć za kolejną chmurką. Powiewał delikatny wietrzyk.

– Jak miło byłoby spędzić tam trochę czasu – rozmarzyła się żyrafa. Pewnie tam byłoby cicho i spokojnie – nie tak jak tu. Bez przerwy jakieś krzyki, awantury. Ciągłe ktoś poluje na kogoś. Permanentna walka o życie. A tam, pewnie jest harmonia, radość, pełnia szczęścia. Idealna kraina. Tam na pewno musi być inaczej…

Jej rozważanie przerwał jakiś łoskot. Zobaczyła stado zebr, które pędziły przed siebie. Zaraz, przecież one pędziły wprost na nią! Instynktownie starała się zejść z drogi oszalałemu stadu. Starała się maksymalnie zbliżyć do pnia drzewa. Niestety, jedna z zebr oddzieliła się od stada.

– Chyba zagapiła się – pomyślała żyrafa. Już wiedziała jak to się skończy. Miała przecież oczy na dużej wysokości, a stamtąd widać było więcej. Ileż to naoglądała się z tej perspektywy. A sytuacja rozwijała się dynamicznie.. Jej przypuszczenia spełniły się. Nie minęło kilka chwil, jak poczuła, uderzenie w prawą tylną kończynę. Było ono dość silne, a właścicielka kończyny zachwiała się, z trudem łapiąc równowagę.

Photo by Adriaan Greyling from Pexels

Biegnąca zebra nagle zatrzymała się nagle, odbijając od pnia. Dla niej takie spotkanie było także nieprzyjemne. Co się stało – starła się przypomnieć sobie. No tak, przecież biegnąc przez wysoką trawę nie zauważyła pnia, z którym się właśnie przed chwilą się zderzyła.

– Jak biegasz ty paskowana pokrako! Oczu nie masz! Nie widzisz co zrobiłaś? – słychać było jakiś głos.

Zebra ze zdziwieniem rozglądała się dookoła. Jeszcze przed chwilą biegła, uciekała zdenerwowana, robiła to, co jej stado. A teraz stoi i słyszy głos. Skąd ten głos? Wokół niej były tylko trawa i pnie drzew.

– Do ciebie mówię paskowana! – ryknęła jeszcze głośniej żyrafa.

Zebra jeszcze usilniej rozglądała się, lecz sytuacja, w której była spowodowała, że nie do końca kojarzyła co się dzieje. Na dodatek przeżywała bardzo silne emocje…

– Te, tam na dole! I nie udawaj, że mnie nie widzisz… Tu jestem! Tu, tu, tu! – wykrzykiwała zezłoszczona żyrafa, które bardzo nie lubiła, gdy ktoś lub coś wybijało ją z jej własnego rytmu. A to co się zdarzyło nie było: ani zaplanowane, ani upragnione, ani też oczekiwane.

Zebra podniosła oczy do góry. Pień poruszył się – chyba nie był pniem. Zaczęła się zastanawiać, o co tu chodzi. Przesuwała wzrok coraz wyżej i wyżej. Wzrok mijał czyjś tułów, podążając wyżej. Wydawało się, że za moment jej własna szyja pęknie ze względu na tak niesamowite wygięcie. Tym razem wytrzymała. Gdy wzrok doszedł do nieba – zobaczyła. Wydawało się, że w niebie znajduje się mały łepek z wystającą parą oczu oraz coś żującym pyskiem.

– A tam pani jest, a to przepraszam, jeśli coś złego zrobiłam – odrzekła strapiona zebra. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że po niespodziewanym zderzeniu nie rozpoznała nóg żyrafy.

– Jestem i tam i tu, i tu i tam – odrzekła żyrafa – choć już spokojniejsza.

3.

Niespodziewane spotkanie na sawannie stało się przyczynkiem do lepszego poznania obu stworzeń. Żyrafa z zebrą spędzały ze sobą od tamtego spotkania wiele czasu. Dużo rozmawiały o tym, jak postrzegają świat – miały przecież zupełnie różne punkty widzenia – i to na tę samą rzeczywistość. Perspektywa ta różniła się przecież o kilka metrów! Dziwiły się, że pomimo, iż żyły tak długo w obok siebie, w tych samych okolicznościach przyrody – tak mało się znały. Zebra dowiedziała się o życiu żyrafy wielu ciekawych informacji. Tą, która spowodowała chyba największe zdziwienie był fakt, iż żyrafa jest największym na świecie przeżuwaczem. Spożywała posiłki zupełnie inaczej niż zebra. Inne były też preferencje jeśli chodzi o znajomych. Żyrafa stwierdziła, że czuje się raczej samotnikiem, ma kilkoro dobrych znajomych, z którymi spędza czas. Zebra – określiła się jako zwierze stadne.
Miały też inne ulubione menu. Żyrafa bardzo lubiła liście i pędy bądź gałązki akacji, a dzięki długiej szyi mogła je jeść niemal do woli, bo na tym poziomie inni roślinożercy nie stanowili dla niej konkurencji. Zebra – preferowała trawy, zioła.

Zebra mówiła o swym stadzie, o tym co robią wspólnie, jak spędzają czas. Na początku żyrafa była sceptyczna co do propozycji zebry – zapoznania członków jej stada. Gdy się zgodziła – spędziła z nimi miły czas, choć była bardzo zmęczona kontaktem z tak dużą ruchliwych i ciekawskich paskowanych zwierząt. Po spotkaniu musiała odpocząć, bo – jak sama przyznała – w oczach jej się mieniło: widziała tylko białe i czarne plamki. Znała dobry sposób odpoczynku. Patrzyła hen – w dal, na góry marząc o ich zwiedzaniu.

Mijały dni. Obie: zarówno żyrafa jak i zebra bardzo dobrze się poznały. Żyrafa uświadomiła sobie, że nie może mieć zebry na wyłączność. Nie złościła się już na nią, gdy ta wpadała do niej tylko na chwilkę, a potem wracała do swojego stada. Zrozumiała, że inne gatunki mają inne potrzeby, inne zachowania. Postrzeganie ich jako podobnych do siebie w kategorii reagowania, wyciągania wniosków, przekonań – było niepotrzebne oraz… błędne.

Po jakimś czasie żyrafa wybrała się z zebrą i jej stadem na upragnioną wycieczkę – w stronę gór, które do tej pory widziała zajadając liście. Jej marzenie się spełniło. Podczas wycieczki zweryfikowała swe wyobrażenia o tym miejscu. I już chyba nie gloryfikowała gór tak mocno. Znalazła sobie za to inny cel: lepsze poznanie i zrozumienie sąsiadów oraz ich światów. Realizowała ten cel metodycznie i systematycznie. Stała się nieco bardziej otwarta, a grono jej znajomych powiększyło się. Reagowała też spokojniej na różnorodność, której doświadczała.

Epilog

I tak oto, po dziwnym i niespodziewanym zdarzeniu tak odległe i różne zwierzęta nawiązały mocną i jakże inspirująca przyjaźń.

Jedna odpowiedź do “Żyrafa i zebra”

  1. Do niektórych zwierząt nie podchodzi się z tyłu, a jeżeli już to tylko z ważną polisą na życie. Wszelkie nabyte w ten sposób obrażenia są wynikiem nonszalancji oraz ignorancji względem kopyt, zwierząt parzystokopytnych, których kończyny zgodnie ze swoim przeznaczeniem mogą się przecież zagalopować. Kopać się z koniem, wiadomo przegrana sprawa. Wierzganie w rzeczy samej nie jest czynem zabronionym, bo i kogo mielibyśmy na mocy prawa karnego sądzić? Matkę naturę?
    Inna rzecz, że matki naturalnie bywają wymagające i potrafią zafundować podopiecznym dość trudne warunki bytowania. Odpowiedzią jest system przystosowawczy, mający jeden podstawowy cel – przetrwanie.
    Ze wszystkich strategii obronnych, najciekawsze są te związane z udawaniem. Podstawowa technika, którą wykorzystują również ludzie, zakłada udawanie większego niż się jest w rzeczywistości. Na mnie natomiast działa coś całkiem odwrotnego. Taki gapiowaty, niezdarny Jelonek powala mnie na łopatki w 20 sekund. Natura opracowując plan ochronny dla młodych osobników stworzyła arcydzieło. W przeciwnym razie przetrwanie kogoś tak nieprzystosowanego do drapieżnych wymogów życia byłoby niemożliwe.
    Mniej lub bardziej świadomie, uczestnicy ewolucyjnych perypetii wykorzystują ten fakt. Choćby taka biedna, babcina koza, w której z powodu występków pewnej bardzo występnej pasterki, nie było za grosz życia. Zwierzak właściwie nic nie jadł i nic nie pił, no może poza kropelką wody w czasie biegu przez grobelkę.
    Jeśli założyć, że koza miała rys osobowości zależnej to faktycznie nie kłamała i naprawdę czuła ciągły głód i pragnienie. Poza tym utrzymywanie takiego stanu rzeczy pozwalało jej cieszyć się, nieustająca opieką i troską zarówno gospodyni jak i pasterki. Brak sił życiowych zapewniał doskonałe alibi dla innych braków np. odpowiedzialności za słowa i czyny.
    Zanim jednak sprawą braku życia zajmie się FBI, warto wypróbować domowe receptury. Choćby taką, żeby robić to co nas ożywia. Zebry na przykład ożywia życie stadne. Nie sadzę by jakiej żyrafie akurat to spędzało sen z powiek. Szybciej uczepi się taka liści akacji, niżli składu osobowego na pastwisku. A żeby się upierała przy nabyciu praw własności do kogoś, wiedząc że zaraz po zakupie ujdzie powietrze?
    Zdecydowanie lepiej by zebra wraz z ikrą pozostała w stadzie.
    W grupie, wiadomo – siła. Wiele fantastycznych rzeczy można, a nawet trzeba robić razem. Żyrafom, które faktycznie najwięcej mocy czerpią z własnego wnętrza, wcale nie obca jest ta grupowa forma życiodajnej energii.
    Tak, ale muszą się oczywiście czegoś czepić…
    Powszechnie wiadomo, że potężnym faktorem atrakcji dla grupy jest wspólna zabawa! Jakieś ale?
    Ale, bywa, że jest to zabawa cudzym kosztem.
    Ale to stado mocno pobudza i scala.
    Ale dla zagonionych w kozi róg to już nie taka frajda.
    Ale zawsze mogą wejść między wrony i krakać jak one.
    Ale po co?
    To już przecież ustalone – dla jaj.
    Jaja te będą zawsze kukułcze, bowiem chwilowych nabywców, spadkobierców, najemców jest wielu, a każdy właściwe wskazuje na kogoś innego. Praw własności nie dojdziesz.
    A co to wszystko ma wspólnego z sympatycznym konikiem w paski?
    Istnieją dane statystycznie wskazujące, że najwięcej wypadków w ogrodach zoologicznych zdarza się właśnie na wybiegach tych zwierząt. Zebry atakują swoich opiekunów znacznie częściej niż drapieżniki. Podobno, personel woli opiekować się lwami niż nimi.
    To jednak tylko pomówienia, które nie zostaną zaprotokółowane.
    Może chociaż jakiś podwód powództwa? Czy dowiemy się, dlaczego?
    Jak twierdzi bohaterka zoologicznego kryminału: ,,bo wszyscy tak robili”.
    No tak, tylko to odpowiedź dziecka, które nabroiło z kolegami w szkole. Ze względu na pewną wspomnianą już słabość najchętniej puściłabym to wszystko płazem i takaż też była moja wieloletnia praktyka w tym względzie.
    W końcu kto z nas nie był choć raz w życiu świnią, osłem albo baranem?
    -Ale?
    Ale nie jestem pewna, czy to właściwe podejście. W ten sposób hoduje się raczej święte krowy.
    Cokolwiek się wykluło, nawet jeśli to mi się wcale nie podobało, było najwyraźniej ekosystemowi potrzebne.
    Są rzeczy ważniejsze od ideałów. Bywa, że krzywo, brzydko, niedokładnie, w poprzek ma wartość. Jest nią wyrażenie pewnej prawdy emocjonalnej. A choćby była to niewygodna lub okrutna prawda, ma swoją wartość. Bardzo dużo rzeczy może się nie udać i to trzeba też umieć jakoś przyjąć i docenić. Sądzę, że tego uczy sztuka, zwłaszcza sztuka ludowa lub dziecięce obrazki. Tego uczy nas ekspresja muzyczna i każdy kujący w uszy fałsz. Generalnie życie przychodzi z taką informacją i ta naturalna prawda ta wyjątkowo nie ulega przedawnieniu.
    Może jest to jedna, a może jedyna z dróg do bycia człowiekiem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *