Sen nocy letniej

Pozamykał okna, żeby nie dochodziły do niego żadne odgłosy. Z żalem pożegnał się że śpiewem ptaków, które w ten sposób dawały wyraz swej radości z ciepła pierwszych letnich dni. Słońce chowało za znajdują się w oddali wieżowce, by odpocząć po intensywnym dniu. Położył się do łóżka. Na uszy naciągnął kołdrę. Jak zwykle, z dużym niepokojem starał się zasnąć. Powoli jego oddech stawał się spokojniejszy i miarowy. Miał wrażenie, że znajduje się na powierzchni ciepłego morza.

Był gotów do podróży, nowych doznań, eksploracji. Chciał tego, tak, bardzo pragnął. Emocje senne bywają takie wyraziste – pomyślał czuwającego jeszcze cząstką mózgu. Ciągnęło go do podziwiania uroków i obserwowania życia rafy koralowej. Kiedy tam bywał zachwycały go kolory oraz różnorodność form życia. A teraz powoli zanurzał się pod powierzchnię. Zdawało mu się, że coraz bliżej jest do tego świata, który pragnął odwiedzić. Jego ciało otaczała z każdej strony woda. Rozkoszował się ciszą, która go otaczała. To co docierało do jego uszu, to odgłos bąbelków powoli wypuszczanego powietrza. Nagle w ten świat wydarło się szczekanie psa. Skąd pies pod wodą i to w okolicach rafy? Jego umysł odpalił i już działał na wysokich obrotach. Momentalnie wybudził się zarówno on, jak i jego świadomość. Porządkowanie doznań i już wiedział. To sąsiad z naprzeciwka wyprowadzał swego niesfornego posokowca na wieczorny spacer. A pies? Jak to pies. Szczekał wniebogłosy. Powoli siła szczekania malała. W pokoju zapanowała ponownie upragniona cisza. Po raz kolejny zanurzał się w turkusową toń. Znów pojawiły się te same uczucia: radość, lekkość, swoboda. Tym razem dotarł jeszcze głębiej. Na powierzchni wody dostrzegł zarys łodzi, którą przypłynął. Jego uwagę przyciągnęła falująca jak żywe srebro tarcza słońca, którego promienie załamywały się w wodzie. Jak mi tu dobrze – pomyślał. Czuł wielką radość z tego powodu, że tylko krótka chwila dzieliła go od celu wyprawy: upragnionej rafy. W harmonię ciszy świata podwodnego wdarł się wybuch. Rozejrzał się dookoła. Rafa zniknęła, a dźwięk trwał. Zderzenie z rzeczywistością było bardzo nieprzyjemne. Szukał w magazynach pamięci wzorca do porównania. I znalazł. Ten odgłos, to był odgłos rozpadającego się talerza, który spadł na terakotę. Dźwięk dochodził z góry – więc miało to miejsce u sąsiadów, piętro wyżej. Czara goryczy i frustracji zastała przelana. Wstał, otworzył drzwi balkonowe, wyszedł na taras. Pomimo zmierzchu wokół toczyło się intensywnie życie. Z poziomu czwartego piętra rozejrzał się po okolicy. Widać było jak na dłoni to, co się działo. A działo się bardzo dużo. Jakieś niesforne psiaki szczekały na siebie. Ludzie spacerowali albo siedzieli na ławeczkach rozmawiając ze sobą. W gwarz rozmów dał się słyszeć odgłos dzwonka rowerowego. Powoli, zza linii horyzontu wstawał na nocną zmianę księżyc. Zdenerwowany nie wiedział co na robić. Jedyne, co przyszło mu do głowy, to natychmiast i na stałe zatrzymać ten harmider oraz wrzaski.
Zdecydowanym krokiem doszedł do barierek balkonu. Nabrał w płuca zapas powietrza, mocno oburącz chwycił za barierki i krzyknął:
– Nieeeeeeeeeeeeeee!
Sam zdziwiony był tym, jak głośno i jak długo krzyczał. Zdał sobie sprawę, że chciał w ten sposób zniszczyć wszystkie inne odgłosy. Od okolicznych bloków odbijał się jak echem jego krzyk. Po chwili zapanowała cisza. Na drzewach nie zadrgał ani jeden listek. Ludzie którzy jeszcze przed chwilą spacerowali zatrzymali się. Podskakujący, radosny pies w jakiś dziwny sposób zawisł w powietrzu, a rowerzysta wykonujący głęboki skręt w prawo wyglądał jakby za chwilę miał się przewrócić.
Okolica na którą patrzył przypominała ogromne zdjęcie wykonane w wysokiej rozdzielczości. Dookoła panowała idealna cisza i spokój. Pewnym ruchem dłoni zamknął balkon.
Uspokojony poszedł do sypialni i położył się spać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *