Wąż i tygrys

Kiedyś spotkałem się z zaskakującą metaforą naszego umysłu. Został porównany do skaczącej małpy. Czemu ? Bo znajduje się praktycznie cały czas w ruchu. A ten ruch oznacza stałe przemieszczanie się pomiędzy trzema punktami w czasoprzestrzeni. Są to: przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość, czyli to, co myślimy, że ma się wydarzyć.
Małpy to bardzo reaktywne stworzenia. I cały czas zmieniają swoje miejsce, przechodząc z jednej gałęzi na kolejną, robiąc przy tym dużo zamieszania. Zupełnie jak nasze umysły. Pomijamy coś ważnego, niepowtarzalnego: ten moment, tą chwilę.
Często o tym zapominamy, gdy po raz kolejny dopada nas coś trudnego…

Przenieśmy się gdzieś na daleki wschód, gdzie wiele osób związanych jest z tradycją buddyjską.
Obfituje w wiele historii, opowieści. Prawie trzy tysiące lat to wyjątkowo bogate dziedzictwo.

Jednym z nich jest opowieść pokazująca, jak możemy reagować na wszelkie trudne zdarzenia.
Działo się to w dżungli. Wędrowca gonił tygrys. Tygrysy biegają dwa razy szybciej, niż ludzie. Nie tylko biegają – potrafią zjadać ludzi. Jeśli tygrys jest głodny, wyostrzają się jego zmysły. Wtedy człowiek nie ma szans. Tak też było tym razem. Tygrys biegł za wędrowcem. Gdy wydawało się, że wędrowiec nie ma już szans – wydarzył się cud. Wśród szybko mijanych drzew dostrzegł studnię. Była ona tuż przy wydreptanej leśnej ścieżce. Pomyślał, że jest to dla niego szansa, bo wszak tonący brzytwy się chwyta. Zmienił kierunek ucieczki i zdesperowany wskoczył do studni. Radość z manewru, który wydawał się skuteczny nie trwała długo. Po ułamku sekundy zauważył, że studnia była sucha, a na jej dnie znajdował się wijący się, ogromny czarny wąż.

W odruchu ratowania życia rozpostarł najszerzej jak mógł ręce, aby czegoś się uchwycić. Dzięki temu udało mu się dosięgnąć do korzenia drzewa, który wrastał w światło studni. Serce waliło mu jak młot, oddech był szybki, zmysły notowały każde zdarzenie dookoła niego.

– To był mocny korzeń – przebiegło mu przez głowę – chyba udało się – myślał dalej zauważając, że korzeń zamortyzował jego upadek. Jak wielką radość poczuł w tym momencie. Żył! Nerwowo rozglądał się dookoła, analizując sytuację. Gdy spojrzał w dół zobaczył, jak jego stary znajomy – ogromny czarny wąż wysunął głowę na całą długość, próbując ukąsić go w stopę. Wędrowca i tym razem nie ominęło szczęście. Jego stopy były o milimetry od łba węża. Sytuacja zmieniała się dynamicznie, jak w kalejdoskopie, a upragnione długotrwałe szczęście nie trwało długo.

Wędrowiec uniósł głowę, spojrzał w górę. Zamarł, gdy zobaczył, jak tygrys od którego uciekał próbuje chwycić go łapą od góry. Łeb tygrysa zagłębiał się coraz bardziej w światło studni. Znów zmiana – doświadczył chwili nadziei. Ręka trzymająca korzeń była milimetry za nisko, by dosięgnął jej tygrys. Czas ulgi – jak i poprzednio – nie trwał długo. Usłyszał dziwne chroboty dochodzące z boków studni. To dwie myszki: biała i czarna, które wyszły z małej szczeliny pęknięcia studni zaczynały podgryzać korzeń – i to z obu stron!

Tygrys, który próbował przednią łapą dorwać wędrowca, swymi tylnymi łapami napierał na niewielkie drzewo. Trząsł nim, pień młodego drzewa mocno wyginał się na boki. Na jednej z gałęzi drzewa pszczoły leśne założyły swój ul. Tygrys tak mocno trząsł drzewem, że z ula zaczął wyciekać miód. Jego krople powoli skapywały do studni. Wędrowiec dostrzegł to i wysunął język, na którym znalazło się kilka kropel. Smak i aromat miodu był cudowny. Wędrowiec rozkoszował się nim. A w tym momencie doświadczane doznania pochłonęły go całkowicie. Przepełnił go spokój, radość, pogoda ducha, poczucie szczęścia. Zapomniał o tym, co działo się pod nim – a znajdował się tam wciąż ten sam wąż. Znajdującemu się w jakże trudnej sytuacji człowiekowi wydawało się także, że zniknął atakujący tygrys oraz dwie niesforne myszki.

Był ze swymi doznaniami, rozkoszował się nimi. Zniknął czas i przestrzeń. Stan w którym się znalazł zdawał się nie mieć końca. Rzeczywistość zniknęła. Trwał w teraźniejszości, chwili. Poczuł, że zjednoczył się z otoczeniem, że stał się jego elementem, cząstką wszechświata.

I tu ta buddyjska opowieść się kończy. Tylko, czy kończy się życie? Ono trwa. I jeśli nie życie wędrowca to tygrysa, węża czy dwóch małych myszek. Coś, co było w teraźniejszości po chwili przechodzi do przeszłości. Teraźniejszość wita to coś, co jeszcze przed chwilą było przyszłością. A to co dzieje się tu i teraz wynika z tego, co i czego dokonaliśmy w przeszłości (pesymiści i malkontenci powiedzieliby pewnie: albo to, czego nie dokonaliśmy, czego nie zrobiliśmy…).

Realizm życia. Ajahn Brahm mówił, że „życie niezmiennie jest w trakcie zakończenia”.

Co możecie wziąć z tej opowieści? Czyż nie doświadczaliście tego, że funkcjonujemy tak, jakbyśmy byli uwięzieni pomiędzy głodnym tygrysem, a nieprzyjaznym czarnym wężem?
A i to nie koniec.
Bo są jeszcze dwie małe myszy – czyli metaforycznie przedstawione: dzień i noc. I jakby było mało tygrysa i węża, one – takie małe i niepozorne mają swój wkład w to co z nami się dzieje.
Jesteśmy na łasce (lub niełasce) ich malutkich ząbków. Małe ząbki – kontra taki duży ja? Zależę od nich? Jak to brzmi? Odpowiedź jest prosta: to całe życie, w swej pełnej krasie!

Może dostrzegliście, zastanawiając się nad swym losem, że nawet w beznadziejnych sytuacjach, chwilach, momentach zawsze znajdzie się gdzieś odrobina (lub więcej) kapiącego miodu. Czy gdy jest źle, to się tego spodziewamy? Nie. A czy to dostrzegamy, zauważamy, doceniamy – często też nie…

Jakże inaczej byłoby w życiu, jeśli bralibyśmy częściej przykład z wędrowca, z jego mądrości i… w trudnych sytuacjach, zamykając oczy wystawiali język, aby poczuć spadające krople miodu, ciesząc się tą drobiną szczęścia! To wielki dar i rozsądna postawa, by w sytuacji, gdy nie można nic zrobić, skosztować i posmakować kropli miodu życia.

A jakie mogłoby być inne zakończenie tej historii, która w tej formie kończy się nie kończąc?

Zachęcam, by każdy popatrzył na to, co wydarzyło się w jego życiu, a może na to co jeszcze dziś bądź jutro nastąpi i… pisał zakończenie. Bo zakończenie jest do dopisania, a jak wiedzą już małe dzieci – każda historia je ma!